Od tego momentu pytałam go o wszystko. Niektóre zjawiska i
rzeczy postrzegał jak wszyscy. Ich kolory były oczywiste, a czasem wręcz nudne
jak ciemnobrązowe drzwi. Miłość była czerwona, pieniądze – zielone, a śmierć
straszyła czernią. Na pytania o nie odpowiadał szybko, nie zastanawiał się. Te
kolory nie pomagały. Od razu było widać, że to wpływ otaczającego go świata, a
nie własne myśli. Co najgorsze, dotyczyły spraw bardzo istotnych… Ale musiała
być metoda!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz